Legendy na wesoło

Poniższe treści maja charakter wyłącznie żartobliwy i w żadnym stopniu nie mają na celu urażenia jakichkolwiek uczuć czytelnika. Chcesz zamówić dokument tekstowy z całą Pierwszą Częścią ponad czterdziestu Legend na wesoło? Napisz: liber112@go2.pl W sprawie zezwolenia na publikację prosimy pisać również na powyższy adres e-mail

Wpisy

  • wtorek, 10 listopada 2009
  • środa, 29 października 2008
    • Wpis bez tytułu

      7

      W pewnej pradawnej wiosce, mieszkańcy, modą jakowąś przejęci, ławy drewniane przed chałupami budowali, by na nich posiłki codzienne spożywać mogli.

      Zaś ławy one każdy jak mógł, starał się bogacić, to płaskorzeźbami zdobiąc, gdy kto talentem do rzemiosła się szczycił, to obrusy baby wyszywały, kolorami i haftami różnorakimi krasząc.

      Jednym słowem, każdy gospodarz i każda gospodyni niezmiernie była wyczulona na punkcie swojej ławy. O niczym innym nie myśląc ani mówiąc, wszyscy dbali, by ich okaz był najwykwintniejszy. Nawet imiona dzieciom powymyślano, które związek z nimi miały: Jarosław, Przemysław, Wacław i inne.

      Kiedyś jeden chłystek, który szwędał się po okolicy, wcześniej tęgo popiwszy wkradł się do osady. Zazdrością i ambicją posiadania swojej ławy powodowan ogień zaprószył, tak żeby wieś cała z dymem poszła. Ludziska zbudzeni nocą przez odgłosy palących się ław jęli ile sił gasić pożar. Jednak ogień strawił cały niemal dobytek, ledwie ludziom życie pozostawiając.

      Zgromadzenie kole południa zwoławszy przepatrzeć chcieli rozmiary strat i zobaczyć, czy aby jakieś ławy nie ocalały. Panika bowiem była niemała. Gorączkowo rozglądali się, spozierając czy ławy przed chałupami stoją, i o to też spytał Starszy plemienny na pierwszym miejscu:

      - Ile ław pozostało po pożodze ludziska?

      - Pół ławy... - padła cicha odpowiedź.

      Odbudowa osady trwała niemal dwa lata, jednak ław które to były powodem zazdrości podpalacza już nie odbudowano. Zaś na pamiątkę połówki ławy, która ocalała z pożaru nadano nazwę Puławy owej osadzie, która odtąd tylko przypominać może namiętne upodobanie do sztuki rękodzielnej przodków mieszkańców tych okolic.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      środa, 29 października 2008 10:10
    • Wpis bez tytułu

      6

      Kiedyś, w pewnej osadzie, na południu kraju, mieszkał człek o imieniu Raj.

      Postury był okazałej, zaś co spotkał na swej drodze, ciemiężył straszliwie. Uwziął się szczególnie na jednego psa, który podleciawszy, zwąchać się chciał z nim kiedyś, za co w nagrodę solidnego kopniaka w zadek otrzymał i z piskiem w bok uleciał.

      Mieszkańcy, zastraszeni bardzo, starali się tolerować Raja, jednak trudno było dojść z nim do porozumienia.

      Pies natomiast, zapamiętawszy sobie widocznie złe traktowanie, starał się chyłkiem dokuczać Rajowi. I tak, kiedyś, udało mu się zaskoczyć go śpiącego pod drzewem i cichcem podszedłszy, wyjadł mu kawał mięsiwa wystającego zza pazuchy. Kiedyś też, buta mu w nocy wywlekł i do rzeki przytargał, gdzie go prąd porwał.

      Często jednak, Raj złapawszy psa na uczynku, mocno poturbował. To żeber kilka mu złamał i pies musiał kurować się w swej kryjówce nawet przez kilka tygodni nie wychodząc; jedynie po jakieś zlewki z pobliskiej chałupy, żeby nie zdechnąć z głodu, to oko mu butem Raj podbił, to za ogon kiedyś złapawszy zakręcił kilka razy i rzucił w pobliskie drzewo. Skutkiem tych tortur, jakie pies poniósł, wygląd jego przedstawiał się tragicznie: głowa wykrzywiona, jak u pokraki jakiejś, garb wystający z boku tułowia, sierść wydarta miejscami do skóry.

      Niedługo zdarzyło się, że król przejeżdżał okolicą, na polowaniu będąc i wstąpił do owej osady. Rozmawiając z osadnikami spostrzegł psa, który straszliwy wygląd sobą przedstawiając przechodził obok, kuśtykając.

      - A co się stało z tym biednym zwierzęciem?! - wykrzyknął król.

      - Bił go Raj! - odrzekł jeden z chłopów.

      Król kazał natychmiast Raja sprowadzić i srodze wychłostać, zaś by krzywdy biednego stworzenia wynagrodzić, osadzie prawa miejskie natychmiast nadał i Biłgorajem nazwał, która to nazwa funkcjonuje do dziś.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      środa, 29 października 2008 10:06
    • Wpis bez tytułu

      2

      Pewien chłop usnął mocno pijany na polanie, zaś w pobliżu pasło się bydło. Jedna z krów, nie zauważywszy śpiącego w trawie amatora mocnych trunków, wprost na niego dała z widoczną ulgą upust swemu obciążonemu pęcherzowi. Chłopina, przebudziwszy się po jakimś czasie, narobił dużo hałasu nie szczędząc przekleństw i gróźb skierowanych do pasących się niepodal, wykazujących cyniczną ignorancję zwierząt.

      Zwabieni rozdzierającym krzykiem, z okolicznej osady zbiegli się chłopi.

      Jegomość zamieszkawszy wśród tubylców, wciąż rządny zemsty, z biegiem czasu, w okresie nieurodzaju i głodu, niby to na zlecenie gospodarzy, wyrżnął wszystkie krowy we wsi i chcąc nie chcąc został wiejskim rzeźnikiem, wielce zresztą szanowanym w rozległej okolicy.

      Po paru latach obrany został nawet Starszym Plemiennym.

      Miejscowość tę nazwano zaś Bydgoszcz, na pamiątkę jego przygody

      z bydłem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      środa, 29 października 2008 10:03
  • niedziela, 26 października 2008
    • Wpis bez tytułu

      Legenda 35

      W pewnej osadzie pradawnej ludzie mieszkali sobie nadzwyczaj spokojnie. Co tydzień, w piątki, wielki jarmark był organizowany, na który zjeżdżały się wielkie tłumy. Handel rozkwitał tam jak nigdzie. Wielu przekupniów podniesionymi głosami, zachwalając swój towar, hałas nierzadko ogromny wzniecało, zaś ci którzy podobne do sąsiadowych rupiecie i graty do sprzedania mieli, przekrzykiwać tamtych starali się z zapałem, co jeszcze większy czyniło tumult i zamieszanie. Zaraz po południu tłum się przerzedzać jednak zaczynał i powoli wszystko wracało do normy.

      Pewnego razu wieść się rozeszła po szerokiej okolicy, że w najbliższy piątek jakowyś możny ma przybyć i, jako mówiono, do krainy owej sentymentem przekonany, rozwój gospodarstw mając na względzie, konie miał chłopstwu darmo rozdawać. Takoż i chłopy w większej jeszcze niż zwykle ilości na jarmark wybierać się szykowali. Zaś, aby nie razić ofiarodawcy bogatym strojem, że to niby w zasobność opływając, konie oraz inne dostatki już posiadając, każdy w najgorsze, zciarane łachy, w komorach wyszukawszy, na siebie ponawlekał, chcąc nie lada za dziada uchodzić; a nuż, może dwie sztuki mu się dostaną i górą nad innymi będzie. Jeśli już rzeczywiście konia, czy inne bydło w jakiejkolwiek ilości w zagrodzie posiadał, wywlókł gdzie się dało jak najdalej od chałupy, by na wszelki wypadek od posądzenia posiadania majątku się ustrzec.

      Dziady zatem tłumnie zmierzały na jarmark, po drodze ile się da narzekając, jaką to biedę w życiu muszą cierpieć, pilnując przy tym, aby słowa chwalebne pod adresem tajemniczego dobrodzieja daleko słychać było.


        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:57
    • Wpis bez tytułu

      ciąg dalszy:

      Na środku placu targowego wytyczono miejsce centralne, na którym spodziewano się przyjąć chlebem i solą przybysza ze swymi końmi dla "biednych" mieszkańców osady przeznaczonymi. Każdy chciał dopchać się jak najbliżej środka placu, by dla niego konia nie zbrakło, co też było przyczyną wielu kłótni oraz bójek, które tym większe zamieszanie czyniły. Od rana minęło już kilka godzin, ludzie stali, zaś dobrodziej się nie pojawiał.

      Czekający, coraz bardziej niecierpliwością zdjęci, gdzieniegdzie narzekać, a nawet popyskiwać nieśmiało poczynali. Zdarzyło się też, że szkapę jakąś sparciałą na podwórzu jednej z okolicznych chałup ktoś przyuważył, a już pogłoska poszła, że wreszcie jadą, na co kilkaset z razu, zaś za chwilę chyba ponad tysiąc chłopów w obleśnych łachmanach rzuciło się w kierunku owej zagrody, gospodarzy nagabując i bitki o pierwszeństwo przy tym wszczynając.

      Słońce już zenit minęło, a koni nikt nie rozdawał, zaś ludziska podenerwowani i głodni czekali zawzięcie, choć niektórzy żarty sobie już stroić zaczynali.

      Czekali tak uparcie trzy dni prawie, ale nikt nie przybył, co by konie chiał rozdawać, więc w końcu złorzecząc rozeszli się do domów. Widocznie plotkę ktoś puścił i wielką miał z tego zabawę, że wszystkich "w konia zrobił", jak też się i takie powiedzenie od tamtej chwili w całym kraju przyjęło. Zgromadzenie zaś wielkiej rzeszy "w konia zrobionych" chłopów w obdartych łachmanach powodem do utworzenia nazwy owej miejscowości było i taka też nazwa, Rzeszów przyjęła się i do dzisiaj jest używana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:55
    • Wpis bez tytułu

      Legenda 20

      Jeden chłop, dosadnie popiwszy, uwalił się na murawę pod krzakami, kole płota, a że wilgoć na ziemi była niemała, tedy uciarany wielce, noc całą przeleżawszy, dopiero nad ranem się ocknął. Podniósłszy się z barłoga, głowę jeszcze niepewną mając, głód wielki po przepiciu poczuł, a że grzyby jakoweś wśród traw zauważył, tak bez namysłu do gęby je wraził i zeżarł z zapałem. Minęło chwil niesporo, aż tu nagle widziadła jakieś przed oczyma wyrastać mu poczęły, kolorami krasnymi wabiąc. Wielce zatem zdziwiony, jakoby na puchu, jak miał mniemanie się pokładł, zaś prawda taka, że na powtór w błocie ciarać się począł, myśląc że w chmurach fruwa, co nastrój tym większy w nim poczęło wyzwalać. Otrzeźwiał gdy ciemno się już robiło, więc wstał i do sąsiada prędko pobieżał niesamowitymi przeżyciami się pochwalić. Pokazał mu owe grzyby, po których w chmurach się pływa, co ten z zadowoleniem wkrótce potwierdził, jako że natychmiast się ich napasł, bowiem rosły tu i tam pod wioskowymi płotami. Niebawem inni też mieszkańcy osady zwiedzieli się o grzybach, więc często owej oryginalnej rozkoszy zażywali, co po jakimś czasie niedobre skutki miało, bowiem nierzadkim widokiem było to, że jak gdzie spojrzeć, ludziska na murawie całego obszaru wioski leżeli, że ni jednego chodzącego człowieka spotkać nie było można. Wysłał zatem starosta delegata z pobliskiego miasta, takoż zarządcą wioski go ustanowił.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:52
    • Wpis bez tytułu

      ciąg dalszy:

      Miał pilnować, by grzybów przestano zażywać, bowiem złe skutki to bardzo miało, chłopstwo od wszelakich robót codziennych odciągając, a i rozprzestrzenić na cały bez mała kraj się mogło. Ustanowiono też kary wielkie dla tych, którzy nowego zakazu nie uszanują. Chcąc mieć kontrolę nad niezdrowym zjawiskiem, gromadnie rosnące zakazane grzyby pod obserwację wzięto, by mieć baczenie nad tymi mieszkańcami wioski, którzy się nimi nadmiernie interesują.

      Pewnego razu, jeden z pachołków wyznaczonych przez delegata do pilnowania grzybów, braki pod jednym z płotów przyuważył i niezwłocznie doniósł o tym przełożonemu, zaś dwóch opasłych chłopów i  jedną z wioskowych bab o nazwisku Bielska, którzy to kręcili się w pobliżu i spozierali spode łbów, podał jako prawdopodonych sprawców.

      Nazajutrz zgromadzenie urządzono, by dochodzenie przeprowadzić. Przywołano owych chłopów oraz Bielską, coby opowiedzieli się, czy to aby nie oni winni są braku tych kilku grzybów pod płotem, gdzie widoczne ślady nachalnego rycia pazurami widać było. Chłopy oczywiście ostro tłumaczyć się poczęli, jakoby nie biorą już od dłuższego czasu, więc grzyby im niepotrzebne. Po kilku pytaniach zadanych przez delegata, nieco zbici z tropu, poczęłi w końcu kręcić i motać się po trochu. Na koniec poprosili o chwilę przerwy. Naradziwszy się, widocznie do zgody jakowejś doszli, bowiem po rozpoczęciu na powrót przesłuchania, jeden z nich wystąpił na środek i rzekł:

      - Bielsko brała!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:45
    • Wpis bez tytułu

      ciąg dalszy:

      Delegat przywołał Bielską i po wielu podchwytliwych pytaniach okazało się, że nie mogąc strzymać pociągu do grzybów, wydrapała kilka spod płota i do gęby wraziła, co dwaj niedaleko stojący mieszkańcy wioski przyuważyli. Za karę skazano Bielską na tydzień odosobnienia o chlebie i wodzie, w jednej z piwnic na ziemniaki w ziemi wydrążonej.

      Wypuściwszy babę po tygodniu, zauważono kilka ziemniaków ślady zębów posiadających, zatem uznano że kara dała jej się we znaki, nauczkę na przyszłość przydając. Zaś ku przestrodze innym, miejscowość ową "Bielsko Brała" nazwano, jednak po latach na "Bielsko Biała" ona nazwa została zniekształcona i pod taką jest znana do dziś.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:40
    • Wpis bez tytułu

      Co to są Leg-endy z chochlikiem?

      To legendy, w których między zdaniami wtrąca się taki jeden chochlik z głupkowatymi, ale zawsze śmiesznymi dogaduszkami, w dodatku rymowanymi. Kawał z niego niecnego dziada, ale cóż zrobić, kiedy rymem gada...

      Kolejna legenda będzie tą samą legendą, jednak już bez przygaduszek złośliwego chochlika.

      Dla osób mających problemy ze wzrokiem zalecam okularki, a pozostałym chłodne piwko. Czytać na leżąco, co by nie paść od śmiechu, zresztą tak bezpieczniej, bo nie ma daleko do parteru :o)

      Przyjemnej leg-tury!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bandakmicica
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 października 2008 14:37